Wywiad z Rafałem Ślekiem autorem książek ArchiCAD 8.1/9 i ArchiCAD. Wprowadzenie do projektowania

Z wykształcenia jest Pan architektem, ale na co dzień specjalizuje się Pan również w sprzedaży i we wdrażaniu oprogramowania w biurach architektonicznych. Jak duży wpływ mają nowe technologie na pracę architektów i projektantów wnętrz?
Zgadza się, z racji wykształcenia na wszystko, co jest związane z nowoczesnymi technologiami, patrzę raczej z perspektywy architekta niż programisty czy szkoleniowca. W ciągu kilkunastu lat w dziedzinie projektowania zmieniło się chyba wszystko. Obecnie trudno sobie wyobrazić pracę architekta czy jakiegokolwiek innego projektanta bez komputera i internetu. Oczywiście to dość banalne spostrzeżenie, za to znacznie ciekawsze byłoby przeanalizowanie wpływu technologii na jakość projektów i przyjęte rozwiązania. Rewolucja technologiczna najwyraźniej nie zwalnia tempa, z jednej strony stwarza to wiele nowych możliwości, z drugiej — wymaga nieustannego nabywania nowych umiejętności. Dla zmian, które dokonują się w tej dziedzinie, trudno nawet znaleźć odniesienie, chyba że do metod nazywanych „tradycyjnymi”, czyli do kreślenia na kalce, ale moim zdaniem nie oddaje to jakości przemiany. Obecnie nie chodzi już o automatyzację kreślenia dokumentacji, jak przy pierwszych programach CAD, rozwój aplikacji nie koncentruje się też na modelowaniu 3D, ponieważ mamy do czynienia z gwałtownym rozwojem aplikacji tworzących spójny i kompletny zestaw informacji o budynku. Projektant, który tworzy taki model i wymienia go ze swoimi współpracownikami, inwestorem i innymi zainteresowanymi, pracuje zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
Czy nowe technologie ułatwiają architektowi pracę?
Oczywiście. Jeśli chodzi o programy, których używam na co dzień, ich rozwój przebiega dwutorowo — ważne są zarówno aktualne wyzwania rynku, jak i proste życzenia jego użytkowników. Wiele z mniej reklamowanych nowości ArchiCAD-a służy temu, by niektóre czynności wykonywać szybciej i sprawniej. Z drugiej strony stale rosną wymagania stawiane architektom, jak również dotyczące zakresu i szczegółowości wykonywanych projektów — w takiej sytuacji jedynie wydajne narzędzia pozwalają na sprawne wykonanie projektu.
Jak Pan myśli, czy nowe technologie pozwalają architektowi być lepszym negocjatorem podczas rozmów z klientami? Chodzi o kwestię wizualizacji itp.
W przypadku programów działających w technologii BIM otrzymujemy potężny zestaw argumentów do wykorzystania podczas rozmów z klientami. Przykładowo — nowa wersja ArchiCAD-a umożliwia automatyczne pokazywanie detali budowlanych w modelu, a program BIMx, służący do tworzenia i udostępniania wirtualnych spacerów po projekcie, został umieszczony w każdej kopii programu. Do tego ostatnia nowość, czyli aplikacja BIMx Docs, umożliwia nie tylko wirtualne spacery na urządzeniach mobilnych, ale i przeglądanie rysunków dokumentacji z odniesieniem ich do właściwego miejsca makiety 3D. I choćby dzięki tym dwóm świeżym technologiom zdecydowanie łatwiej komunikujemy się z klientami. Co ciekawe, z rozmów z kolegami po fachu wynika, że coraz częściej trafiają na inwestorów doceniających zalety nowych technologii — przykładowo model BIM wykonywany automatycznie podczas pracy z ArchiCAD-em pozwala im na bieżąco kontrolować koszty budowy. Chyba mijają już czasy, kiedy jedynym dodatkowym oczekiwaniem klienta była atrakcyjna wizualizacja, której wyznacznikiem był odpowiednio zielony trawnik w kadrze.
Jest Pan autorem dwóch książek: ArchiCAD 8.1/9 i ArchiCAD. Wprowadzenie do projektowania BIM. Proszę powiedzieć coś o tych publikacjach. Do jakich grup odbiorców są skierowane?
Książki te dzieli szmat czasu. Pierwsza z nich powstała w czasach wersji 8.1 ArchiCAD-a, czyli ładnych kilka lat temu. Literatura informatyczna ma niestety to do siebie, że dość szybko się dezaktualizuje. Obawiam się, że ponownie będzie się ją świetnie przeglądało za kilkanaście lat, kiedy jej treść nabierze zupełnie nowego wymiaru. Ostatnia książka w pierwotnym zamyśle miała być po prostu dostosowaniem treści do nowszych wersji programu. Jednak w trakcie pracy nad nią z kilkuset starych ilustracji pozostawiłem zaledwie kilka, podobnie było z uaktualnianym tekstem.
Liczę, że książka znajduje swoich czytelników wśród początkujących użytkowników i ułatwia im zrozumienie niektórych zagadnień. Mam również nadzieję, że przykłady opisane w książce, a także prezentacje firm tworzących projekty w ArchiCAD-zie zachęcą niezdecydowanych do wypróbowania możliwości programu.
Odpowiem również na pytanie, które tu nie padło, a które nurtuje niektórych czytelników: czy książka jest kompletnym zbiorem informacji o programie? Nie jest. Obecnie to zadanie niewykonalne — wyobrażam sobie, że taka publikacja musiałaby mieć co najmniej 10 tysięcy stron i powstać raczej jako dzieło zbiorowe. Dodatkowo treść rozbita na kilka tomów przy rocznym cyklu ukazywania się nowych wersji zawsze byłaby nie na czasie, a użytkownicy ją studiujący nie mieliby nawet chwili na używanie programu.
Czy podczas przygotowywania książek brał Pan pod uwagę błędy najczęściej popełniane przez studentów? A może czerpał Pan wiedzę z własnego doświadczenia?
Wydaje mi się, że jedyny poważny błąd, jaki można popełnić, to korzystanie z aplikacji, które tylko częściowo nadają się do pracy architekta czy projektanta wnętrz. Książka powstała oczywiście na bazie własnych doświadczeń oraz użytkowników programu. Praktyczne stosowanie programu przez lata w projektach o różnej skali, udział w beta-testach, kontakt z działem technicznym producenta, tworzenie dodatkowych bibliotek programu, wdrażanie nowych technologii w biurach projektowych itd. — to daje ogromny zasób informacji i doświadczeń, które wykorzystuje się w różnych sytuacjach, np. przy rozwiązywaniu problemów projektowych użytkowników czy opracowywaniu materiałów szkoleniowych.
Jakie według Pana trzeba mieć cechy, żeby być dobrym architektem?
Zestaw cech zależy chyba od miejsca, w którym uprawiamy ten zawód. Najprostsza i prawidłowa odpowiedź to posiadanie takich atrybutów jak twórcze i nieszablonowe podejście do projektowania, połączone z wiedzą i doświadczeniem z różnych dziedzin. Mówimy o polskich realiach, więc obawiam się, że należałoby dodać duże doświadczenie biznesowe połączone ze sztuką utrzymywania się w trudnych warunkach na rynku, gdzie rzadko obowiązują zasady fair play.
Co według Pana jest najważniejsze podczas projektowania budynku: innowacja, estetyka czy funkcjonalność?
Hm, chyba wszystkie te zasady powinny być realizowane równocześnie… Jeśli odnieść się do reguł wpajanych architektom na studiach, brakuje jeszcze trwałości (trwałość-użyteczność-piękno — Witruwiusz), a inwestorzy z pewnością nie dadzą zapomnieć o budżecie przedsięwzięcia. Przy żadnym powstającym obecnie projekcie nie można pominąć wymogów ekologii i energooszczędności.
Pamięta Pan swój pierwszy projekt? Co to było?
Pierwszy projekt? Na studiach czy w pracy zawodowej? Na studiach była to przystań żeglarska i wspominam ten projekt raczej jako porażkę. W naszym biurze architektonicznym pierwszy był projekt przebudowy sklepu, wykreślony ręcznie na kalce z użyciem ołówka, rystorów, żyletki (teraz do kupienia chyba tylko w internecie) oraz powielony jako światłokopia. Pierwszy projekt-wizualizacja wykonany za pomocą komputera pozwolił nam zarobić pierwsze poważne pieniądze na rozruch firmy.
Czy były w Pana karierze takie projekty, w których dziś by Pan coś zmienił?
Chyba w każdym coś dałoby się poprawić, zmienić, ulepszyć. Czy to dobrze, czy źle?
Co to znaczy dobra architektura?
Ciekawe, czy istnieje w ogóle definicja tego powszechnie używanego pojęcia. To o tyle ciekawe, że architektura jako dziedzina sztuki ma ogromny wpływ na otoczenie, w którym żyjemy. Wydaje mi się, że znacznie łatwiej przychodzi zdefiniowanie złej architektury…
W architekturze, tak jak w modzie, wyznaczane są trendy. Czy może zaistnieć taka sytuacja, że architekt nie bierze ich pod uwagę, tylko projektuje według własnego wyczucia estetyki?
Trendy w modzie chyba nie są równie trwałe jak w architekturze… Zwróciłbym uwagę na to, że nowe trendy w architekturze wyznaczają architekci niepoddający się aktualnym trendom. Rzeczywiście, presja wywierana na architektów, aby dostosowywali swoje projekty do wybranego stylu, jest ogromna. Jest zresztą odczuwalna z różnych stron — od urzędów narzucających pewne ograniczenia po deweloperów lub inwestorów. Prawie wszyscy architekci podejmują decyzje projektowe odpowiedzialnie, uwzględniając różne uwarunkowania, np. lokalną tradycję budowlaną. Bardzo chętnie jednak przeczytałbym u któregoś z architektów oficjalny regulamin będący odpowiednikiem regulaminu „firmy portretowej” Witkacego. Czyli, parafrazując, najbardziej „wylizane pod klienta” projekty byłyby wyceniane najdrożej, te „odlotowe” byłyby najtańsze i mile widziane, klienci zaś są pozbawieni prawa do wszelkiej krytyki itd.
Co by Pan poradził przyszłym architektom?
Chyba nie czuję się na siłach, by udzielać komukolwiek rad, nawet dobrych. Ale sam chętnie posłuchałbym takich, które by sprawiły, że wykonywałbym moją pracę jeszcze lepiej.

email

SHARE OR SAVE THIS POST FOR LATER USAGE